O mnie

Moje zdjęcie
Spotkacie mnie na Hodowli Smoków Nightwood - pojawiam się tam pod nickiem Martuch. Uwielbiam pisać i wykorzystam to do pisania różnych historyjek powiązanych z moimi poczynaniami czy też przemyśleniami związanymi z grą.

czwartek, 27 stycznia 2011

Spamer

Olbrzymia, wysoko sklepiona hala. Tłok nie z tej ziemi, zewsząd słychać gwar mniej lub bardziej entuzjastycznych rozmów, nawoływanie tragarzy i wołanie o pomoc. Ulubione miejsce schadzek Nightwoodowych gawędziarzy, potocznie zwane Shoutboksem. Stojąc przy okutych zaśniedziałym metalem wrotach, Marta wodziła wzrokiem po grupkach stłoczonych hodowców, wypatrując czegoś interesującego.
Po chwili podszedł do niej nieznajomy młodzieniec; w objęciach trzymał ogniście czerwone smocze jajo.
- Powiedzieli mi, że mam go karmić - powiedział przerażony. - Ale jak mam to zrobić?! To przecież jajko.
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko. Położyła dłoń na ramieniu chłopca.
- No właśnie, to wciąż jest jajko - odparła. - A co trzeba robić, żeby się wykluło?
- Wysiadywać - mruknął hodowca i popatrzył na nią.
- Z wysiadywaniem tego mogą być problemy... Wystarczy, że raz na dzień umieścisz je w ciepłym miejscu. Poleży tak sobie jakiś czas i za parę dni powinno się wykluć. Wtedy się naprawdę weźmiesz do karmienia.
- O rany, dziękuję! - zawołał chłopiec. Odwrócił się i podbiegł do swojego nieco starszego towarzysza, wdając się z nim w entuzjastyczną pogawędkę.
Marta odprowadziła go wzrokiem i kontynuowała obserwację. Nagle dostrzegła sporą grupkę wyraźnie poirytowanych hodowców, otaczających coś kręgiem - zapewne było to źródło ich zdenerwowania. Przecisnęła się między trzema rozmawiającymi ze sobą elfami i podeszła bliżej, chcąc przyjrzeć się tej osobliwej sytuacji. Dwójka magów stojących najbliżej rozstąpiła się, a oczom Marty ukazał się leżący na kamiennej podłodze drobny człowieczek. Był cały umorusany kurzem i ziemią, i wrzeszczał wniebogłosy, klnąc po kolei na każdego zgromadzonego. Ci jednak nie stracili zimnej krwi - złapali go za nogi i ręce i próbowali trzymać, choć tamten wił się jak piskorz.
- Zostawcie mnie, nooby! Wasze stare czeszą się schabowymi! Lol, zostawcie mnie! - krzyczał raz po raz, wierzgając nogami.
- CO TU SIĘ DZIEJE?!
Donośny krzyk zagłuszył monolog niezrównoważonego hodowcy. Wrota rozwarły się gwałtownie i stanęła w nich kobieta w szacie koloru soczystej trawy. Zdecydowanym krokiem podeszła do wijącego się wichrzyciela i machnęła dłonią. Usta klnącego hodowcy zniknęły i nastąpiła błogosławiona cisza. Zielona czarodziejka chwyciła go za szatę, z nadludzką siłą podniosła i popchnęła ku drzwiom. Gdy delikwent znalazł się poza terenem hali, hodowcy zaczęli wiwatować.
- Interesujące - mruknęła Marta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz