O mnie

Moje zdjęcie
Spotkacie mnie na Hodowli Smoków Nightwood - pojawiam się tam pod nickiem Martuch. Uwielbiam pisać i wykorzystam to do pisania różnych historyjek powiązanych z moimi poczynaniami czy też przemyśleniami związanymi z grą.

czwartek, 27 stycznia 2011

Paradoks i kot.

- Kurczę, co to jest?! - W głosie Marty słychać było poirytowanie.
Spojrzała na wiszący na ścianie spory zegar. Minęły już trzy godziny, odkąd pojawił się ten obcy i wręczył jej garść metalowych klamotów. Siedziała przy podniszczonym jadalnym stole, obłożona ze wszystkich stron księgami przytaszczonymi tu z biblioteczki stojącej w salonie. Ciężkie, oprawione w skórę woluminy były mocno nadgryzione przez ząb czasu, więc Marta ostrożnie przekładała kolejne pożółkłe stronice. Ziewnęła szeroko i przetarła oczy, nim rzuciła okiem na zapisaną runami kartę.
Minuty mijały bardzo powoli i ociężale, jakby chciały zagościć tu jak najdłużej przed odejściem w przeszłość. Panowała głucha cisza, od czasu do czasu przerywana tylko szelestem stronic bądź pełnym zrezygnowania westchnięciem. Nagle jednak drzwi do jadalni otworzyły się z hukiem i do pomieszczenia wpadł Paradoks, młode, krępe smoczysko okryte łuskami w kasztanowym kolorze. Pośliznął się, wbiegając na parkiet, i odruchowo wbił szpony w podłogę, gwałtownie się zatrzymując. Marta wzdrygnęła się i spojrzała z politowaniem na komplet pięknych dziur pozostawionych przez swą pociechę w lśniących panelach. Smok zerknął wymownie w sufit i przewrócił piwnobrązowymi oczami. Jego pierś szybko wznosiła się i opadała.
- Nic się nie stało! - Dziewczyna była wyraźnie rozbawiona. Pogładziła bestię po głowie, a ta odpowiedziała jej gardłowym pomrukiem. - Goniło cię coś, że jesteś taki zdyszany?
Paradoks uznał, że nie odpowie na to pytanie. W tej samej chwili Marta usłyszała dźwięk skrobania, dochodzący zza frontowych drzwi. Podniosła się z krzesła i podeszła do wejścia. Przekręciwszy gałkę, na najwyższym schodku ujrzała czarnego kocura, który drapał zawzięcie wokół szczeliny w stopniu. Dziewczyna podniosła zwierzaka i zaniosła go do jadalni. Smok właśnie czyścił sobie pazury przednich łap, wylizując brud spomiędzy nich. Odskoczył gwałtownie, gdy opiekunka zbliżyła kota do jego pyska.
- Przestraszyłeś się kota? Naprawdę? - Marta zaśmiała się, ale chowaniec nie podzielał jej wesołości.
- To nie jest śmieszne - warknął w odpowiedzi i zajął się ponownie higieną swoich szponów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz