O mnie

Moje zdjęcie
Spotkacie mnie na Hodowli Smoków Nightwood - pojawiam się tam pod nickiem Martuch. Uwielbiam pisać i wykorzystam to do pisania różnych historyjek powiązanych z moimi poczynaniami czy też przemyśleniami związanymi z grą.

piątek, 28 stycznia 2011

Dzika furia

Marta siedziała na drewnianej ławce w swojej altance i czytała uważnie list, który wczesnym rankiem został tu dostarczony przez gońca. W miarę zbliżania się do końca wiadomości, dziewczyna czuła narastającą wewnątrz niej złość. Przeczytawszy słowa pozdrowienia, zacisnęła dłoń, miętosząc niemiłosiernie papier. Siła, z jaką to zrobiła, sprawiła, że pobielały jej knykcie, a pod skórą zatańczyły napięte ścięgna. Przez chwilę zamarła, a potem porządnie się zamachnęła i rzuciła zmiętolonym listem o ubite podłoże. Gniew wzbierał w niej niczym potężna fala, a ona nie mogła go już w żaden sposób kontrolować.
I stało się.
Oczy Marty zapłonęły żywym ogniem. Po całym jej ciele przeszedł przeszła fala - krawędzie łusek uniosły się, nadając postaci bardziej drapieżny wygląd. Dziewczyna wpadła w szał. Kucnęła i uderzyła pięścią w twardą ziemię najmocniej, jak potrafiła. Usłyszała chrupot - to paliczki połamały się od siły uderzenia. Poprzebijały skórę, stercząc pod dziwnym kątem, a z ran z mig zaczęła płynąć szkarłatna krew. Marta wrzasnęła z bólu - jej donośny krzyk spłoszył siedzące na pobliskim drzewie ptaki. Wstała, zerwała z wyrastającego nieopodal krzaka trzy długie liście i owinęła nimi rany, mamrocząc coś pod nosem. Kości naprawiły się i wskoczyły na swoje miejsce, a rany pokryła nowa skóra.
Przeklinając swoje delikatne ciało, dziewczyna rozzłościła się jeszcze bardziej. Miała wrażenie, że gniew za chwilę rozsadzi ją od środka. Serce łomotało jej niemiłosiernie, jakby było gotowe strzaskać żebra i uciec w siną dal. Gdy ogniste spojrzenie oczu gniewnej spoczęło na podrygującej w podmuchach lekkiego wiatru kulce papieru, poczuła silny, palący ból, przeszywający ją od stóp do głów.
Pchnięta niewidzialną siłą masa gorącego powietrza pomknęła we wszystkie strony świata. Stojącą pośrodku altanki Martę spowił szczelny kokon trzaskających płomieni. Słup ognia wystrzelił w górę, zmieniając drewniany dach w kupkę popiołu. Przelatujący tamtędy zielony smok wykręcił piruet, by uniknąć morderczych płomieni, i spojrzał w dół, rozglądając się za agresorem. Załopotał skrzydłami i pospiesznie odleciał, gdy dziewczyna posłała w jego stronę kolejny jęzor ognia.
A potem straciła świadomość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz