O mnie

Moje zdjęcie
Spotkacie mnie na Hodowli Smoków Nightwood - pojawiam się tam pod nickiem Martuch. Uwielbiam pisać i wykorzystam to do pisania różnych historyjek powiązanych z moimi poczynaniami czy też przemyśleniami związanymi z grą.

piątek, 28 stycznia 2011

Ratunek

Marta powoli otworzyła oczy. Leżała na kozetce w jakimś przestronnym pokoju, a promienie słońca wpadające do środka przez olbrzymie okno łaskotały ją w twarz. Z trudem podniosła się i usiadła - ciało piekło i bolało, jakby narządy wewnętrzne zastąpiły kule ognia i odłamki szkła. Rozejrzała się po pokoju. Uznała, że rezydent musi bardzo lubić rośliny, albowiem pomieszczenie pełne było donic z najróżniejszymi kwiatami i miniaturowymi drzewkami. Zapewne był też bibliofilem, gdyż wzdłuż ścian postawił sobie kilka regałów uginających się pod ciężarem ustawionych na półkach opasłych tomów. Te, które się tam nie mieściły, leżały na blacie pokaźnego biurka.
- Widzę, że się obudziłaś. Świetnie! - Dziewczyna mimowolnie wzdrygnęła się na dźwięk charczącego, męskiego głosu.
Do pokoju wszedł starzec w powłóczystej, białej szacie. W dłoniach trzymał metalową tacę z dzbankiem pełnym wody i dwoma szklaneczkami i przyglądał się Marcie z wyraźną troską. Podszedł do stojącego przy kozetce stolika i ostrożnie położył tacę; koniec jego długiej, srebrzystej brody dotknął wypolerowanego blatu. Następnie przysunął sobie fotel i usiadł w nim, wciąż patrząc na dziewczynę. Ta odetchnęła głęboko.
- Sanaselu. Powinnam się była domyślić, że to Twój dom - powiedziała, uśmiechając się lekko. - Czy mogę? - spytała, wskazując na dzbanek. Starzec przytaknął i gestem polecił jej się obsłużyć.
Marta nalała sobie wody do jednej ze szklanek, pociągnęła kilka łyków i spojrzała na Sanasela.
- Co się właściwie stało? - zapytała. - Niewiele z tego pamiętam. Nic, zupełnie jakby ta część życia została wycięta z mojego umysłu.
- Gniew - odparł krótko Sanasel, sięgając po drugą szklankę. - Opanowała cię złość tak potężna, że nie byłaś w stanie jej opanować. Tłumiłaś ją, jednak ta rosła w siłę i w końcu doprowadziła do tego. Nie sądziłem, że kiedykolwiek zobaczę coś takiego.
- Ale co?
- Płonęłaś żywym ogniem! Dosłownie! Ciesz się, że cię w porę znalazłem. Gdybym nie zareagował na te przerażone krzyki hodowców i nie przyszedł tu, pewnie już by tu ciebie nie było. Byłaś ciężko poparzona i wycieńczona. Byłem naprawdę zdziwiony, gdy odkryłem, że wciąż tli się w tobie życie.
Marta spojrzała na niego ze strachem, nerwowo ściskając szklankę.
- Cieszmy się, że mamy magię. Zaklęcia uzdrawiające i regenerujące przywróciły ci dawną świetność. Jesteś zdrowa jak ryba! Na ciele, nie wiem jednak, co z twoim umysłem. Co doprowadziło cię do takiego stanu?
- Z całym szacunkiem, Sanaselu, jednak ja nie zwykłam dzielić się z innymi swoimi smutkami.
- Oczywiście. - Starzec skinął głową.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz